czwartek, 30 czerwca 2011

dzień 13 - Saumur, Cadre Noir i camping z basenem

30 km
Dzisiaj bardzo ważny dzień. W Ecole Nationale d'Equitation Le Cadre Noir odbywa się pokaz ujeżdżania, na który bilety kupiłam już miesiąc temu. Narodowa szkoła ujeżdżania jest jednym z ważniejszych punktów naszej wyprawy.
Pokaz jest o godz 10:30.

Startujemy z Martą o 9:00 z pustymi rowerami, bo zostajemy w Saumur na drugą noc. Droga do szkoły wiedzie przez jedno miasteczko, drugie miasteczko, pola, górki. Łatwo się jedzie bez bagażu. Bilety odbieramy w kasie bez problemu.
Pokaz jest bardzo ciekawy, a Marta zachwycona. Prezentowane są metody pracy z końmi. Najpierw bez jeźdźca, z trenerem prowadzącym na krótkich wodzach. Koń grzecznie wykonuje różne figury, skacze w miejscu, wierzga, staje dęba.
Potem trener prowadzi konia na długiej lonży, której jeden koniec prowadzi od pyska konia do ręki trenera, a drugi od pyska konia przez tylne nogi do ręki trenera. Takie trzymanie pozwala na zmianę kierunku bez przepinania lonży.

Koń posłusznie zmienia chody i skacze przez coraz wyższe przeszkody. Później rozpoczyna się prezentacja umiejętności koni pod jeźdźcami. Cała grupa wykonuje różne ćwiczenia. Marta wie jak trudno jest wyegzekwować od konia prawidłowe wykonanie
kroków. Na koniec colonel pokazuje skoki w formie zabawy - przez stół, krzesło i stojaki.


Bardzo ciekawy jest pokaz ujeżdżania prowadzony przez kobietę, która idzie za koniem trzymając wodze niemal na jego zadzie.

Koń fantastycznie zmienia chody i tańczy tak jak ona chce.
Niesamowite jest to, że konie reagują niemal wyłącznie na wodze.
Zawsze myślałam, że podstawą jest dosiad i łydki.
Po pokazie mamy jeszcze zwiedzanie szkoły. Ale okazuje się, że przewodnik angielski jest dopiero o 15:00. Zostajemy z Martą na terenie szkoły i same zwiedzamy stajnie. Marta musi przytulić i pogłaskać każdego konia. Trochę to trwa, tym bardziej, że w szkole jest podobno 400 koni...
Patrzymy na treningi skokowe i ujeżdżeniowe. Pogoda jest piękna, nikt nas nie przegania.

Zwiedzanie z przewodnikiem okazuje się niezwykle interesujące. Pani opowiada o koniach, o stajniach, o trenerach, o uczniach. Marta wszystko rozumie, ja prawie też. Te 400 koni obsługuje tylko 60 osób, dużo prac jest zautomatyzowanych - pojenie, karmienie, odprowadzanie nawozu. Szkoła kształci trenerów, aby się do niej dostać trzeba spełnić 7 warunków, nauka w szkole trwa 1 rok i kosztuje tylko 1.000 euro. Jeśli jest się z własnym koniem to opieka nad nim jest za darmo. Konie są szkolone do skoków lub do ujeżdżania lub na ... pokazy czyli do tańca.
Podczas naszej nieobecności Kasia z Dawidem zwiedzają muzeum czołgów.

Wracamy do Saumur dopiero o 16:30. Jemy jakiś podły obiad w barze i poprawiamy ciasteczkami w boulangerie.
Po powrocie na camping idziemy na basen. Woda jest ciepła, ale jest już dość chłodno.
Wieczorem idziemy na miasto na naleśniki z jajkiem i szynką (galette) i z cukrem i konfiturami (crepes).



CADRE NOIR DE SAUMUR

Institut Français du Cheval et de l’Équitation
Saint-Hilaire-Saint-Florent - B.P. 207
49411 SAUMUR cedex
Tél. 02 41 53 50 60
Fax. 02 41 53 50 52
20 / 17,50 / 12 euro

Musée des Blindés (czołgów)
1043, route de Fontevraud
49400 - SAUMUR
10h à 18h
Zwiedzanie 7/4 euro, 5 euro za prawo fotografowania!

środa, 29 czerwca 2011

dzień 12 - Villandry, grota i skamieniały Garfield

77 km
Pobudka przed 8:00. Lecę na pocztę wysłać paczkę z niepotrzebnymi ciuchami do Polski. 5 kg mniej do wożenia. Zwijamy się, śniadanko i o 10:00 start.

Jedziemy do Villandry 2 km. Zamek ładny, ale wchodzimy tylko do ogrodów. Śliczne - trochę klasycznie francuskiego, trochę kwiatowego czy warzywnego. Pogoda rewelacyjna - słonecznie a nie upalnie, czasem chłodny wiaterek.

Po ogrodach zwiedzamy grotę, która jest w Savoniers (musimy wrócić te 2 km). Bardzo ciekawa. Normalnie osad wapienny przyrasta 1 cm na 100 lat - tutaj 1 cm rocznie.
Wszystko pokrywa się kamieniem z przesiąkającej z góry wody. Przewodniczka jest jednocześnie właścicielką groty i produkuje w niej kamienne figurki. Skamienieniu mogą ulegać wszystkie dostępne materiały z kwitnącymi kwiatami włącznie.
Przewodniczka mówi po angielsku - Marta wcale nie potrzebuje tłumaczenia, wszystko rozumie. Kupujemy skamieniałego Garfielda. Kasia - słonika.
Wyjazd z groty o 14:40. Jedziemy cały czas ścieżką rowerową wzdłuż Loary. Pogoda super.

Wjeżdżamy do Usse. Zameczek jak z bajki o Śpiącej Królewnie.
Dalej Montsoreau. Ładny zamek, ale przede wszystkim niezwykłe domy wykute w skale.
Trzymamy się ścieżki rowerowej, która wyprowadza nas na wysokie wzgórze pokryte winnicami. Kapitalny widok na Loarę.
Jedziemy przez stare pomieszczenia mieszkalne urządzone w skałach. Na tablicach pokazany jest proces produkcji wina począwszy od zbioru winogron.


Do Saumur dojeżdżamy prawie o 22:00. Zamek jest pięknie oświetlony zachodzącym słońcem. Rozbijamy się, już po ciemku, na 4-gwiazdkowym campingu.



Villandry - tylko ogrody - dzieci 4 euro, dorośli 6,50 euro
Grottes Petrifiantes - dziecko do 12 lat 5 euro, starsze i dorośli 6,60
skamieniały Garfield 9,50 euro

Camping L'ile D'offard
boulevard de Verden, 49400 Saumur, Francja +33 2 41 40 30 00 ‎ cvtloisirs.com
18 euro/2 os namiot
paczka 5,092 kg do Polski 32,65 euro - kurier dzwonił już dwa dni później

wtorek, 28 czerwca 2011

dzień 11 - Le Cher, koniki i tor dla bmx-ów

53 km
Pobudka o 7:30. jakoś przeżyłam noc. Przejeżdżający przez głowę pociąg usłyszałam dopiero rano. Spałyśmy z otwartym namiotem, ale na szczęście robale nas nie zjadły.
Zwijamy się z trudem, bo już jest gorąco. Namioty suche, rosy nie ma, a ja potrzebuję prysznica przed wyjazdem, bo jestem cała mokra.

Startujemy o 9:30. W planie jazda wzdłuż rzeki Le Cher - znaczy w dół i przy wodzie. Pogoda lepsza, czasem chmury na niebie, trochę wiatru i dużo łatwiej oddychać. Jedziemy trochę asfaltem, trochę szutrem. Drżę o rower, ale jest OK.
Spotykamy koniki i akurat pani idzie je karmić. Dzieci dostają po misce z owsem i karmią konie. Potem trafiamy na park dla bmx-ów. Dzieciaki szaleją. Mimo ciężkiego upału natychmiast zrzucają sakwy i gnają na górki. Skąd te potwory mają tyle energii?
Po chwili odsapki jedziemy dalej.

Droga jest cały czas wzdłuż rzeki, trochę po wertepach. Tak dojeżdżamy do Tours. Lądujemy w IKEA na obiedzie. Nażarci do granic i porządnie wystudzeni (klimatyzacja i lód w napojach) jedziemy na basen miejski. Basenik malutki, ale radocha jest.
Po godzinie ruszamy dalej. W Savonnieres robimy zakupy w maleńkim sklepiku, a w boulangerie kupujemy bagiety i ciasteczka. I wtedy zaczyna lać deszcz. Na szczęście tylko chwilę, ale boimy się jechać dalej, bo chmurzyska są potężne. Zostajemy w Savonnieres na campingu na noc. Mocno się ochłodziło. Nawet trzeba założyć długie spodnie. Mam spalone plecy, z rąk już mi schodzi skóra.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

dzień 10 - Leonardo, Chenonceau i złamana nóżka

32km

Ruszamy dość sprawnie o 9:30 bez śniadania. Jedziemy do Amboise. Pierwszy przystanek to Leclerc i zakupy na śniadanko.
Potem jedziemy do domu Leonarda da Vinci - Clos Luce. Zwiedzamy pałacyk i park, w którym są wykonane na podstawie jego rysunków różne urządzenia: np. do nabierania wody, most przesuwany, machina wojenna, most przenośny, machina latająca. Marcie bardzo się podobało. Piknik robimy w parku.
Jedziemy do Chenonceaux, ciężka droga, górki, dołki. Gubię ręcznik przy kolejnym rozpinaniu sakw w poszukiwaniu wody.


W Chenonceaux jesteśmy ok 17:30. Na teren parku i do pałacu wchodzimy tylko my z Martą. Kasia woli zjeść obiad.
Zameczek bardzo ładny, pięknie wyposażony. Wokół ogród kwiatowy w fioletach, niedaleko przypałacowe gospodarstwo rolne z XVI w z ogrodami, labirynt z żywopłotu.
Skwar z nieba przestaje się lać, ale tak jakby miało zanosić się na burzę. Kasia woli zostać na miejskim campingu między torami kolejowymi a parkiem pałacowym. Łamie mi się nóżka od roweru. Zaczynam bać się jutrzejszego dnia. Co jeszcze mi się sypnie w rowerze?
Jest 24:00 a upał jest straszny i pot się ze mnie leje. Musimy mieć dokładnie zamknięty namiot, bo muszki i różne robale atakują.

Parc Leonardo da Vinci bilet rodzinny 8,75 euro od osoby, tel. 0247570073, fax 0247305428, www.vinci-closluce.com
Zwiedzanie parku i chateau de Chenonceau 8,50 euro dziecko 7 - 18 l; 10,50 dorosły, www.chenonceau.com
Camping municipal w Chenonceaux 2,90 euro za osobę + 2,25 za namiot

niedziela, 26 czerwca 2011

dzień 9 - Blois, Dom Magii i zamknięta kasa

73 km
Pobudka o 8:00. Szukam informacji o pomocy technicznej do roweru, ale recepcja jeszcze zamknięta. patrzymy z podziwem jak kilka minut po ósmej tuż obok startuje rodzina z trzema dziewczynkami. My tym razem wyjątkowo sprawnie zwijamy się już o 9:30. Recepcja nadal zamknięta więc mieliśmy nocleg za darmo. Marta ma zapakowane duże sakwy, a ja wypchane przednie i śpiwory z tyłu.


Jedziemy do Blois w poszukiwaniu serwisu rowerowego.
Jest niedziela, wszystko zamknięte. Trafiamy na targ w centrum miasta - rozpoczynają się wyprzedaże. Jemy śniadanko na ławce, na szczęście boulangerie z ciasteczkami jest czynna.

Postanawiamy zobaczyć zamek, tuż obok jest Dom Magii i spektakl rozpoczyna się za chwilę o 11:15.
Wysyłamy dzieci same, a ja z Kasią jedziemy do biura informacji turystycznej po pomoc. Bardzo miła pani dzwoni po serwisach rowerowych czy ktoś może wymienić mi bagażnik. Jest! Lecę, błądzę, mimo że mam dokładny plan. W serwisie miły pan wymienia mi bagażnik za 22 euro.
Wracam szczęśliwa na zamek. Dzieci już skończyły zwiedzanie Domu Magii - podobało się.
Przepakowujemy się i idziemy zwiedzać zamek.

Jest bardzo ciekawy - każde skrzydło jest w innym stylu architektonicznym - gotyk promienisty, renesans i klasyczny.
Pomieszczenia ciekawe, klatki schodowe imponujące - wszystko białe i chłodne w przeciwieństwie do piekarnika na zewnątrz.
Ruszamy o 15:40 do zamków Beauregard i Cheverny. Niestety błądzimy solidnie. Do Beauregard nie wchodzimy, bo trzeba
wykupić bilety również na zwiedzanie wnętrz, a chcieliśmy tylko do parku.

Do Cheverny dotarliśmy dwie minuty po zamknięciu kas i nic nie pomogły moje prośby. Szkoda, bo chciałam dzieciakom pokazać psiarnie.
Jedziemy dalej. Upał niemiłosierny, Chaumont-sur-Loire widzimy tylko od strony rzeki.

Gnamy do Mosnes i do parku linowego Fantasy Forest. To okazuje się porażką - mimo, że tam, zgodnie z ulotkami, ponoć miał być camping, wszystko jest zamknięte.
Na szczęście niedaleko znajdujemy mały camping, gdzie miła pani przyjmuje nas z otwartymi ramionami. Jest 22:30, szybko się rozbijamy, prysznic i spać. Fantasy Forest jutro również będzie zamknięte - we Francji sezon zaczyna się pierwszego lipca...

Fantasy Forest w Mosnes www.fantasyforest.fr, uwaga na kalendarz (calendrier)
camping, na który trafiliśmy był chyba przynależny do Fantasy Forest - znajdował się przy Loarze
Zwiedzanie Chateau Royal de Blois 9,50 dorosły, 4 euro dziecko 6 - 17 lat
Maison de la Magie (Dom Magii) www.maisondelamagie.fr dzieci 6-17 lat 5 euro, dorosły 8 euro, spektakle godz. 11:15, 15:15, 17:15

sobota, 25 czerwca 2011

dzień 8 - Chambord, jazda konna i bagażnik w rozsypce

59 km
Dzień zaczyna się od tego, że nie mam tylnego hamulca. Na szczęście udaje mi się dogadać z panem w recepcji campingu i jedziemy do serwisu. Kasia ma zastrzeżenia do swojego koła więc fachowiec też jej się przyda.
Obok serwisu rowerowego spotykamy Polaka, który mieszka we Francji juz od 9 lat i ma ochotę z nami pogadać, więc wyjaśnienie serwisantowi problemu hamulca i koła nie stanowi już dla nas żadnego problemu. Obok odbywa się targ z ciuchami, butami, duperelami, owocami. Oglądamy sukienki dla Marty. Trochę za drogie. Nic nie kupujemy.

Wyjazd z miasteczka bez problemów. Jedziemy trasą rowerową do Blois przez Chambord. Droga bardzo fajna, przez pola, wsie i urocze miasteczka. Domki prześliczne. Oczywiście zdarzył się moment, że zgubiliśmy drogę, ale tylko 8 km nadrobiliśmy.
Do Chambord dojeżdżamy o 16:15. Marta widziała informację, że o 16:30 zaczyna się pokaz jazdy konnej, więc pędzimy, żeby zdążyć. Pokaz jest super, koniki odważne i bardzo posłuszne. Jest trochę walki, trochę ujeżdżania, trochę tresury. Oglądamy z wypiekami na twarzy.

Niestety po pokazie zamek już jest zamknięty dla zwiedzających i nie udaje się nam zobaczyć słynnych podwójnie kręconych schodów.
Do campingu w Vineuil prowadzi nas piękna ścieżka rowerowa. Przy zdejmowaniu sakwy widzę, że bagażnik mam połamany. Mój rower miał dziś czarny dzień.

piątek, 24 czerwca 2011

dzień 7 - Chateaudun, most łukowy i znowu mapa

63 km
Startujemy o 10:30.
Najpierw zwiedzamy Chateau de Chateaudun. Zamek jest duży, pusty, bardzo stary, budowany od II do XVI wieku. Trochę romański, trochę gotyk, trochę renesans.
Po zwiedzaniu robimy zakupy w Intermarche i próbujemy wydostać się z miasta. Udaje się dopiero po 14:00. Jedziemy do Meung-sur-Loire. Droga doskonała, niemal bez wiatru, lekkie górki i dołki. Marta cały czas prowadzi i nawet musimy ją łapań, żeby zjeść drugie śniadanko w polu.
W Meung patrzymy z daleka na potężny zamek, a z bliska na ciasteczka. Do Beaugency prowadzi nas rewelacyjna ścieżka rowerowa. I tak już będzie niemal w całej dolinie Loary.
Po zakotwiczeniu na campingu jedziemy średniowiecznym łukowym mostem do miasteczka pooddychać trochę Francją. Niestety nie udaje nam się znaleźć francuskiej kawiarni. Jest turecka, afrykańska i dwie pizzerie. Siadamy w jednej z nich na kawę, czekoladę i wino. Wracamy spać przed północą.
Tak wygląda mapa naszej trasy wzdłuż Loary:
(to ponownie link do całej mapy wyprawy: http://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF&msa=0&msid=
211944838235922010300.0004a7deb2fd3167a1062)










Chateau de Chateaudun - dorosły 7 euro